piątek, 27 kwietnia 2012

Komin/szal by cub

Jestem jakoś tak dziwnie skonstruowana, że często marznę w szyję. Chociaż od dłuższego czasu z wielką radością obserwuję modę na wielkie szale i kominy, nie zawsze tak było. Widok mnie okutanej bawełnianym szalem w lecie powodował konsternacje nawet u dzieci. Jedno z nich zapytało kiedyś mamę, pokazując mnie paluszkiem: -Mamo! Ta pani jest chora? -czemu pytasz? -bo chodzi w szaliku jak jest gorąco ;P True story, bro!
Moja mama na przykład ma taką pieszczotliwą nazwę na moje wszystkie mega owijki na szyję - każdą z nich nazywa "homonto". To takie duże ciężkie, co zakłada się konikowi na szyję, żeby ciągną płóg, jakby kto nie wiedział. Ale kiedyś sama przyszła na instruktaż motania homonta, więc chyba ok.

Czasy się zmieniły, szaliki i kominy nikogo nie dziwią (no może w lecie czasem ktoś się pośmieje, że hipstersko, ale to już lepiej, niż że chora. Hipsterstwa jakoś nie uznaję za obelgę). Wiosna przyszła i w wełnianym trochę za ciepło i za głupio. Uszyłam więc taki dzianinowy. "Skład resztek dostanych" sprzyjał. Znalazłam takie coś w kolorze bardzo bladego pastelowego różu. Chyba nie dałabym rady z samym różem, więc zmotałam go z brązowo-szarym. Komin jest tak zszyty, że skręt ma na stałe i nie trzeba go specjalnie układać. Nawet podjęłam ryzykowną próbę wpasowania się w trend pastelowy i założyłam beżową i pudrowo-różową opaskę. W sumie nawet spoko. 





  Dla niezbędnej równowagi na koniec trochę czerni. Moja własnoręcznie wykonana ćwiekowana opaska, nowa czarna kuleczka do ucha i w wielkim nieładzie, czyli jak zwykle, czarne spodnie w częściach, które są już prawe zszyte. Czyli czarne jeansy coming soon!



2 komentarze:

  1. homonto... dobre :D też lubię kominy zamiast szalików, Twoja wersja jest bardzo fajna, bardzo mi się podoba :))

    OdpowiedzUsuń
  2. jest fantastyczny! bardzo ładnie w nim wyglądasz;)
    obserwujemy kochana?:*

    OdpowiedzUsuń

Napisz, co sądzisz! Twoja opinia jest dla mnie ważna :)