wtorek, 15 maja 2012

whatever doesn't kill you...

Pisałam ostatnio, że jadę na weekend do Warszawy wziąć udział w Art Battles, "bitwie na pędzle". Szczerze mówiąc nie jechałam tam z planem ani nadzieją wygrania... Prawda jest taka, że był to wyjazd terapeutyczny. Nauka pływania przez wrzucenie na głęboką wodę, co Cię nie zabije to Cię wzmocni itp. Dalsza część prawdy jest taka, że po prostu ręce mi się zwykle trzęsły na myśl, że ktoś patrzy jak maluję/szyję/inne. 
No więc akcja malowania na hardkorze wyglądała tak: dziesiątki a może i setki osób robiących weekendowe zakupy w Arkadii przechodzą i zatrzymują się żeby popatrzeć i pokomentować jak 8 osób próbuje z sensem zapełnić w 2 godziny płótna wielkości 1x1,4 metra. Nie jest to dużo czasu jak na taki format, a i niespodzianka się zdarzyła, bo wcześniej powiedziano nam, że podobrazia będą o połowę mniejsze i na takie warunki miałam przygotowany projekt, który w jedną sekundę trzeba było maksymalnie uprościć. Do tego mega głośna muzyka i zagadujący speaker z radia.
Ale nie, nie chodzi o to, że chcę marudzić. Ani o to, że chcę się chwalić, bo nie stworzyłam dzieła życia. Chodzi o to, że dałam radę - w obu rundach malowania skończyłam swój obraz, nie marudziłam z niezadowolenia i nawet całkiem sporo osób głosowało na moje prace. Kilkoro dzieci podchodziło do mojego obrazu i go chwaliło, parę dorosłych też przyszło porozmawiać po malowaniu. All right - malowanie w centrum handlowym jest może "sztuką do kotleta" jak uważa wielu artystów, ale jednak w tym momencie było to dla mnie wyzwanie, które podjęłam i nie poległam ;P

Dodatkowe info z ostatniej chwili: strona głosowania na której widzicie moją pracę (Bell) i możecie na mnie oddać swój głos, dzięki któremu mam szansę zawalifikować sie do następnego etapu :D



Billboard ogłasza, że jesteśmy już blisko...
Na twarzy maluje się determinacja pomieszana z paniką ;P / Fot. Teka
Skupienie jest, wypieką są! / Fot. Artbattles.com
Kolejka "moich" głosujących :D
Cudna i kochana dziewczynka w czerwonej chustce na głowie powiedziała mi "Piękny obraz!" - bezcenne.  Fot. Artbattles.com
Tak! Jedząc burgera też możesz obejrzeć nasze obrazy ;P
Work in progress - z lewej Ciah-Ciah i dalej StarFil. / Fot. Teka
I znowu głosowanie przez ustawienie się w kolejce ;)
Na deser cudna mała tygrysiczka z moim obrazem. Btw - z tego jestem bardziej zadowolona.

P.S. Pierwszego dnia malowałam w samodzielnie pofarbowanym tiszercie :)

Co myślicie o całej akcji? Zatrzymailbyście się w biegu między ciuchowaym a spożywczakiem, żeby popaprzeć na takie artystyczne wyczyny? 



9 komentarzy:

  1. niezła zabawa :D chciałabym kiedyś wziąć w czymś takim udział.. ale na pewno stchórzyłabym.. ludzie patrzący się jak maluję -masakra :D także podziwiam Cię i Twoje prace, świetne! i jaki duży format ;O

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak już będziesz czuła, że chcesz to doświadczenie "zaliczyć" to polecam. Zdecydowanie czuję teraz większy luz przed publicznością ;)

      Usuń
  2. Gratuluje odwagi!

    OdpowiedzUsuń
  3. świetnie! gratulacje pięknych prac, no i odwagi! bardzo fajnie, że stawiasz sobie nowe wyzwania!
    Czy obejrzałabym prace między zakupami... nie wiem, zazwyczaj nie przepadam za eventami w centrum handlowym i odstraszają mnie tłumy ludzi, ale gdybym dostrzegła coś interesującego, to pewnie bym podeszła :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hah, ja miałam dokładnie takie samo podejście do eventów w centrach handlowych, ale zobaczyłam jak to wygląda z drugiej strony i teraz kiedy zobaczę coś takiego to pewnie się zatrzymam, bo to bardzo miłe, kiedy ktoś docenia Twoją pracę :)

      Usuń
  4. jak to sie stalo ze tam malowałas?
    Pieknie. gratulacje !:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od dłuższego czasu zajmuję się też street artem i dowiedziałam się o wydarzeniu, zgłosiłam się i moje zgłoszenie zostało przyjęte, yay! ^__^

      Usuń

Napisz, co sądzisz! Twoja opinia jest dla mnie ważna :)